Siedziałam patrząc na zdjęcie moje i mamy. Ostatnie nasze wspólne zdjęcie. Nieważne, że miałam wtedy 5 lat. Muszę je wydrukować. Ale nie ma to jak kolejka w Rossmannie do maszyny do wywoływania zdjęć.
- Przepraszam? - zaczął do mnie dochodzić jakiś głos.
- Słucham? - podniosłam głowę spod starego aparatu i zobaczyłam starszą kobietę.
- Teraz pani kolej. - pani? Pani? Serio? No, chyba aż tak staro nie wyglądam, prawda?
- Moja... dobrze.
Gdy kobieta odeszła od maszyny, włożyłam do otworku na USB kabelek. Chciałam wywołać tylko zdjęcia z mamą, których nie było za dużo. Może jakieś 10... każde z nich zaznaczyłam podwójnie, żebym miała "kopię".
Pamiętam ten dzień, gdy zamiast mamy, do domu wszedł policjant...
~***~
- Ty jesteś Sky Robinson?
- Tak... co pan chce ode mnie?
- Twoja mama... jakby ci to powiedzieć... inie żyje.
- Nie! - wybuchnęłam płaczem. Może pięciolatka nie jest na tyle 'mądra', żeby to zrozumieć, a jednak...
- Przykro mi. A... twój tata?
- Jaki tata? Nie znam taty.
- Wiem... Zamieszkasz u cioci Wandy, w Polsce.
- Nie! Ja chcę do mamy!
- Kochana... twoja mama... jest teraz w lepszym świecie.
- Ale... j-ja... nie znam cioci, a co to Polska? - jeszcze wtedy mieszkałam w Czechach. Mama opowiadała mi, że tata wyjechał... zostawił nas... ale mała dziewczynka nie mogła tego rozumieć. Ojciec był Czechem.
- Polska - to kraj sąsiadujący z Czechami, kochana. Pakuj swoje rzeczy. Zaraz jedziemy.
~***~
Tak bardzo chciałabym poznać tatę... mimo, że tak bardzo skrzywdził mnie i mamę, to już dawno mu wybaczyłam. Chcę go po prostu poznać... nie musi się mną interesować, płacić mi za to, że jestem jego dzieckiem. Chcę tylko go zobaczyć...
- Zdjęcia. - usłyszałam za sobą. Czy znów się zamyśliłam.
- Przepraszam. - szybko zgarnęłam aparat, zdjęcia i paragon i pobiegłam do kasy zapłacić.
- Sky! Sky! Sky! - tak, to moje imię. Odwróciłam się, by zobaczyć kto mnie woła, bo nie wiem, czy ktoś inny w POLSCE nazywa się Sky...
- Eem... tak? O Boże! Marysia! Nie poznałam cię! Zmieniłaś kolor włosów!
- No ba! - moją jedyną przyjaciółką jest Marysia, bardzo ją kocham! Jest dla mnie jak siostra, której nie mam.
- Przepraszam, Mary, ale ja muszę lecieć do hotelu! Obiecałam cioci, że pomogę! Pa!
- Papiczki, kochana!
Moja ciocia pracuje w hotelu "Trofana". Zapomniałam wspomnieć, że miasto w którym mieszkam, zwie się MIĘDZYZDROJE. Piękna miejscowość nad morzem.
Lubię wieczorami przechadzać się po plaży. Ale... takimi późnymi wieczorami. Czasami nawet około północy się wymykam z domu, żeby tam iść.
Pasją mojej mamy był taniec. Też chcę to robić. Dla niej. Jej marzeniem zawsze było to, by wrócić do Polski i tańczyć. Za to ja... chciałabym wrócić do Czech. Ale na pewno nie jestem tu - w Polsce - bez powodu, bo... przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. To były ostatnie słowa, które usłyszałam od mamy... dobrze to pamiętam. Może chciała mi w ten sposób coś przekazać?
- Cześć, Sky! - usłyszałam zaraz po wejściu do budynku.
- Dzień dobry, Kornelia. Co dziś mam robić w hotelu?
- Dzisiaj możesz pomóc na stołówce przy obiedzie i kolacji. A! I... mam dla ciebie wiadomość. Była tu jakaś dziewczyna, która cię szukała - że co proszę? Na pewno jej nie znam. - i mówiła, że ją znasz. - a jednak znam, ale... kogo? - Nie pamiętam jej imienia, ale mówiła, że była z Rosji.
- Nie! Z Czech! - do rozmowy wtrąciła się pani Oliwia.
- Z... Czech? Ale to niemożliwe. Ja nie wiem kto to może być... To jakaś pomyłka, na pewno.
- Jest w pokoju 201, powiedziała, żebyś przyszła.
Przytaknęłam tylko i wjechałam windą na piętro, na którym miała pokój ta dziewczyna... Zapukałam niepewnie do jej pokoju...
- Proszę! - usłyszałam, więc chwyciłam za klamkę. - Cześć, Sky. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem, gdy weszłam do pokoju.
- Ty... jesteś?
- Marissa. Marissa Konkova.... - słucham?!
- Marissa?! Skąd wiedziałaś, że tu... jestem?!
- Ma się swoje sposoby! Kochana, a... jak tam mama? - tego chyba nie wie...
- Nie... nie ma jej już...
- Co?
- To co słyszałaś. Nie żyje. Wyjechałam, bo umarła. - w oczach zebrały mi się łzy, które szybko wytarłam.
- Przepraszam... ja nie wiedziałam. - podeszła i mnie przytuliła.
- Skąd miałaś wiedzieć?
- To... co powiesz na wypad na miasto? Razem? - odsunęła się ode mnie.
- Może jutro. Dzisiaj chciałam iść na basen... tak... później...
- Pójdę z tobą. - uśmiechnęła się promiennie.
- Dobrze, ale muszę lecieć do jadalni pomóc! Pa!
No, nie spodziewałam się, że ona mnie jeszcze pamiętam. Myślałam, że już dawno ma mnie w dupie, bo ją zostawiłam. Jest rok starsza. Była moją sąsiadką i równocześnie najlepszą przyjaciółką. Kochałam ją jak siostrę, ale potem... kontakt całkowicie nam się urwał. To było w 2005 roku, więc jak miałyśmy się kontaktować, skoro byłyśmy... malutkie?
- O, już jesteś. Fajnie, że chcesz trochę pomóc.
- Cześć, ciociu. - dałam jej buziaka w policzek i wzięłam się do roboty.
- Idź do tamtego stolika. Siedzi tam taki blondyn i brunet. - usłyszałam za sobą głos Adama - kelnera.
- Dobrze.
- Czekaj! - odwróciłam się by zobaczyć jego wyraz twarzy. - Oni nie mówią po Polsku. - że co? To po jakiemu?
Nic nie odpowiedziałam. Tylko kiwnęłam głową i odeszłam.
- Dzień dobry. Podać coś do picia? - spytałam grzecznie, tyle że po angielsku.
- Tak, dla mnie coca-cola. - odparł brunet. - Dla kolegi też. - odwrócił głowę w stronę blondyna, który właśnie prawdopodobnie grał na swoim telefonie. Uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Dobrze, smacznego. - popatrzyłam na ich talerze.... żarłoki.
Poszłam po napoje dla chłopaków. Ciekawe czy są tu sami, bo ten brunet ma co najwyżej 16 lat, a blondyn... może 17... Więc muszą tutaj być też ich rodzice. Chyba.
Wzięłam tacę i dwie szklanki z colą i poszłam do stolika zagranicznych gości, których muszę obsłużyć.
- Cześć, Sky! - usłyszałam zaraz po wejściu do budynku.
- Dzień dobry, Kornelia. Co dziś mam robić w hotelu?
- Dzisiaj możesz pomóc na stołówce przy obiedzie i kolacji. A! I... mam dla ciebie wiadomość. Była tu jakaś dziewczyna, która cię szukała - że co proszę? Na pewno jej nie znam. - i mówiła, że ją znasz. - a jednak znam, ale... kogo? - Nie pamiętam jej imienia, ale mówiła, że była z Rosji.
- Nie! Z Czech! - do rozmowy wtrąciła się pani Oliwia.
- Z... Czech? Ale to niemożliwe. Ja nie wiem kto to może być... To jakaś pomyłka, na pewno.
- Jest w pokoju 201, powiedziała, żebyś przyszła.
Przytaknęłam tylko i wjechałam windą na piętro, na którym miała pokój ta dziewczyna... Zapukałam niepewnie do jej pokoju...
- Proszę! - usłyszałam, więc chwyciłam za klamkę. - Cześć, Sky. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem, gdy weszłam do pokoju.
- Ty... jesteś?
- Marissa. Marissa Konkova.... - słucham?!
- Marissa?! Skąd wiedziałaś, że tu... jestem?!
- Ma się swoje sposoby! Kochana, a... jak tam mama? - tego chyba nie wie...
- Nie... nie ma jej już...
- Co?
- To co słyszałaś. Nie żyje. Wyjechałam, bo umarła. - w oczach zebrały mi się łzy, które szybko wytarłam.
- Przepraszam... ja nie wiedziałam. - podeszła i mnie przytuliła.
- Skąd miałaś wiedzieć?
- To... co powiesz na wypad na miasto? Razem? - odsunęła się ode mnie.
- Może jutro. Dzisiaj chciałam iść na basen... tak... później...
- Pójdę z tobą. - uśmiechnęła się promiennie.
- Dobrze, ale muszę lecieć do jadalni pomóc! Pa!
No, nie spodziewałam się, że ona mnie jeszcze pamiętam. Myślałam, że już dawno ma mnie w dupie, bo ją zostawiłam. Jest rok starsza. Była moją sąsiadką i równocześnie najlepszą przyjaciółką. Kochałam ją jak siostrę, ale potem... kontakt całkowicie nam się urwał. To było w 2005 roku, więc jak miałyśmy się kontaktować, skoro byłyśmy... malutkie?
- O, już jesteś. Fajnie, że chcesz trochę pomóc.
- Cześć, ciociu. - dałam jej buziaka w policzek i wzięłam się do roboty.
- Idź do tamtego stolika. Siedzi tam taki blondyn i brunet. - usłyszałam za sobą głos Adama - kelnera.
- Dobrze.
- Czekaj! - odwróciłam się by zobaczyć jego wyraz twarzy. - Oni nie mówią po Polsku. - że co? To po jakiemu?
Nic nie odpowiedziałam. Tylko kiwnęłam głową i odeszłam.
- Dzień dobry. Podać coś do picia? - spytałam grzecznie, tyle że po angielsku.
- Tak, dla mnie coca-cola. - odparł brunet. - Dla kolegi też. - odwrócił głowę w stronę blondyna, który właśnie prawdopodobnie grał na swoim telefonie. Uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Dobrze, smacznego. - popatrzyłam na ich talerze.... żarłoki.
Poszłam po napoje dla chłopaków. Ciekawe czy są tu sami, bo ten brunet ma co najwyżej 16 lat, a blondyn... może 17... Więc muszą tutaj być też ich rodzice. Chyba.
Wzięłam tacę i dwie szklanki z colą i poszłam do stolika zagranicznych gości, których muszę obsłużyć.
~***~
Jest już po 19. Za chwilę pójdę sobie na basen! Z Marissą!
- Siema. - powiedziała Marissa po otworzeniu swoich drzwi.
- Idziemy? - zapytałam z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Wiesz, ja przyjdę za chwilkę, okej?
Powiedziałam, że spoko i zeszłam na basen. Nie było dużo ludzi, jedynie... ten blondyn ze stołówki pływał w basenie. Trudno, ja też będę pływać. Wzruszyłam lekko ramionami i zdjęłam szlafrok.
- Cześć. - usłyszałam za sobą głos blondyna. Wiem, że to on, bo nie ma tu nikogo innego, a był to męski głos. Odwróciłam się powoli i... nie myliłam się. To on.
- Ee... no cześć. - powiedziałam.
- Jestem Charlie, a... czy myśmy się już nie widzieli? - zlustrował mnie wzrokiem.
- Tak. Nie pracuję tu, ale moja ciocia. Pomagam czasami. Obsługiwałam was na stołówce - ciebie i takiego innego chłopaka. Ale... myślałam, że mnie nie widziałeś, bo coś robiłeś na telefonie. - zaśmiał się cicho, a ja dodałam - A na imię mam Sky. - posłałam mu szczery uśmiech.
- Sky? Jesteś Polką? - no tak... dziwne imię.
- Nie do końca... bo urodziłam się w Czechach, bo... - zrobiłam dwu sekundową przerwę - mój ojciec jest Czechem, a mama Polką, a teraz mieszkam u... - chciałam powiedzieć, że u cioci, ale nie znam go, więc nie opowiem mu historii swojego życia. Jakoś się wymigam. - Tu, w Polsce. - znów posłałam mu uśmiech, ale tym razem sztuczny i przesłodzony.
- Sky, ja umiem odróżnić szczery uśmiech od sztucznego... - wzruszyłam niewidocznie ramionami i spuściłam wzrok. Fajny ma tatuaż...
- I co z tego? Nie będę opowiadać historii mojego życia komuś, kogo znam od piętnastu minut. - chciałam to wykrzyczeć, ale nie chcę się kłócić, więc powiedziałam to... spokojnie, ale z nutką złości w głosie.
- No, dobrze. Nie drążę tematu. - uśmiechnął się słodko i ciągnął dalej. - Ile masz lat?
- Kobiet się o wiek nie pyta, ale złamię zasady i powiem - 16.
- A...
- A ty?
- Ja mam 17, a w tym roku 18. - znów się tak dziwacznie uśmiechnął. O! On ma dołeczki. Lubię dołeczki. Są słitaśne.
- Kurczę! Ja muszę iść! Przepraszam! - krzyknęłam zgarniając po drodze szlafrok i klapki. - Cześć!
- Pa!
Weszłam po schodach na parter, gdzie jest recepcja. Och... Kornelia poszła do toalety... bo nie ma jej. Nagle ktoś złapał mnie w pasie i pociągnął do tyłu.
- Heej maałaa. - kurde, pijany gość... tylko nie to! Pomocy!
- Pomocy! Proszę! - zaczęłam krzyczeć, ale mi zakrył usta. Przywarł mnie do ściany i zrzucił mój szlafrok.
- Ooo... kochanie, to się pobawimy... - powiedział ten zbok.
- Nie chcę, zboku.
Zaczął mnie macać po piersiach. Zamknęłam oczy. Czułam, że chciał już ściągnąć moje majtki, ale... nie. Usłyszałam huk i... nic nie czułam. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam sylwetkę... chłopaka.
- Dziękuję... - wyszeptałam po czesku. Chłopak się odwrócił, jakby nie zrozumiał moich słów.
- Co? - to ten anglik, czy Brytyjczyk, czy kto... ale ten brunet.
- Przepraszam. Jestem z Czech i powiedziałam, że dziękuję. Znaczy... mówię po polsku, bo... zresztą... czy to ważne?
- No nie. Jestem Leondre. - uśmiechnął się.
- Sky. - już chciał otworzyć usta, by spytać czemu takie imię w Polsce i w ogóle, ale nie pozwoliłam na to drugi raz tego dnia. - Kiedyś ci opowiem. Już dziś się musiałam tłumaczyć z imienia przez tym... twoim kolegą Charlie'm. - zaśmiałam się, a on się zdziwił.
- Znasz go?
- Tak, jak poszłam na basen, to tam był, a... mam rozumieć, że idziesz do niego? Bo nie wiem co robisz tu o tej godzinie. Zazwyczaj goście albo gdzieś idą, albo nic nie robią, tylko siedzą w pokojach.
- Właśnie... masz rację, szedłem do niego. Idę. Pa, Sky! - powiedział.
- Do zobaczenia.
Jeszcze raz się uśmiechnął i poszedł. A ja? Poszłam do Kornelii po moje ubrania i wróciłam do domu, który zresztą znajdował się niedaleko hotelu...
______________________________________________________________________
No, hej hej tutaj Julita!
Mamy już prolog!
Jak się podoba?
Od razu mówię, że jest to tylko mój pomysł i żadnym innym fanfiction się nie inspirowałam! XD
To piszcie w komentarzach jak się podoba i w ogóle!
~Julita

I w ogóle to.. Fajny. Wykorzystałaś mój pomysł <3 moja sister xdd. Prolog jest supi dupi i w ogóle xd.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Julka
Jestem po pierwsze tamten blog będziesz nadal pisać?a po drugie ten ten jest na prawdę inny jest taki genialny smutyny a zarazem słodki a tak w ogóle to skąd pomysł na imię sky no nie będę za bardzo się rozpisywać do następnego
OdpowiedzUsuńHej! Nie wiem czy tamten blog będę kontynuować, może... Ale nie obiecuję. A Sky... Sama nie wiem xD
UsuńA na next nie mam weny więc... Nie wiem kiedy bedzie tak już informuje...
:)