- Nic się nie stało.
- Naprawdę przepraszam. - uśmiechnąłem się tylko, a ona wyswobodziła się z mojego uścisku i chciała iść.
- Jestem Leondre.
- Marissa. Ale idę już na śniadanie. Jestem strasznie głodna. - położyła dłoń na brzuchu i zaśmiała się.
- Też tam idę.
- Fajnie...
- To... pójdźmy razem. - zaproponowałem z uśmiechem.
- Dobrze...
*CHARLIE*
Siedziałem z ciocią Victorią przy stoliku i czekaliśmy na Leośka, który postanowił pójść schodami. Ech... czemu to mu zajmuje tyle czasu?
Po chwili wszedł nasz Leosiek. Ale nie sam.
Wow, szybki jest! Jesteśmy tu dopiero trzy dni, a on już ma dziewczynę?
- Patrz. - szepnęła Victoria. - Jest z dziewczyną, a on nie miał dziewczyny... od kiedy pamiętam.
- Mhm... też mnie to zdziwiło. - nagle Devries powiedział coś do dziewczyny i podszedł do nas. Patrzyliśmy na niego i czekaliśmy aż coś powie.
- Co się tak gapicie? - powiedział zdziwiony.
- To twoja dziewczyna? - zapytała jego mama.
- Niee...?
- Mhm... okej. - odparłem i wróciłem do jedzenia.
Na chwilę nastała cisza. Po jakimś czasie brunet wstał z krzesła i poszedł - prawdopodobnie - po jedzenie. Dziwne, że gapił się w stół kilka minut, a my jedliśmy jajecznicę... Po minucie na jego krześle zasiadł... a właściwie zasiadła ta dziewczyna z którą rozmawiał wcześniej.
- Ja bardzo przepraszam, że tak się dosiadam bez pozwolenia, ale... chciałabym... się o coś zapytać... ciebie. - wskazał na mnie.
- Nic się nie stało. Więc...? - rzekła ciocia Lee z uśmiechem.
- Dziękuję, że nie jest pani zła. - powróciła do mnie. - Możemy się spotkać o 17 przed hotelem?
- Jasne.
- Do zobaczenia. Wiem, że się nie znamy, ale... to dość ważne, jeśli można... to tak ująć.- powiedziała i opuściła nasz stolik.
- Ee... czego chciała od was Marissa? - ni stąd, ni zowąd (nie wiem czy dobrze napisane xD-autorka) pojawił się Leo.
- Marissa...? - skąd ja znam to imię? Może jakaś kuzynka... ciocia? What?
- No... czego chciała.
- Nieważne.- powiedziałem. Nie wiem o co chodzi więc... Zachowam to dla siebie, przynajmniej na razie.
- Weź, powiedz.
- Leo. Szczerze, to nie wiem co ona chce...
- No raczej tak po prostu sobie tutaj nie usiadła. - przerwał mi.
- Sam się jej zapytaj.
*SKY*
w tym samym czasie
Obudziłam się strasznie niewyspana... może to dlatego, że chyba do 23 chodziłam po mieście z Lukasem. Nieważne. Właściwie, to myślałam, że jest inny. W sensie... nie, że gorszy i się obawiałam, ale... myślałam, że jest dziwny, nie, że nie jest, ale... wydawało mi się, że jest troszkę... że ma mniej poczucia humoru, że jest taki... normalny. Nie ma niczego 'takiego' w sobie, a jednak.
Jak widać, pozory mylą.
Jest mega pogodnym człowiekiem. Cały czas się uśmiecha! To jest cudowne. Też bym tak chciała, ale... jakoś tak nie potrafię.
Wybrałam z szafy jakieś ciuchy i ruszyłam w stronę łazienki. Ubrałam się, pomalowałam i uczesałam.
Pomalowałam tylko usta, więc makijażem raczej tego nie można nazwać. Ale zawsze coś.
Włożyłam telefon do małej torebki -prawie zapomniałam o portfelu, ale to już szczegół- i ruszyłam w stronę hotelu. Dziś wprawdzie nie muszę pomagać, ale idę do Marissy i Lukasa. Miałam się z nimi spotkać po śniadaniu, czyli około 10. Znaczy... oni nie wiedzą, że spotkam się z nimi obojga naraz. Chcę ich poznać. Nic więcej! Nie pasują do siebie, ale chcę, żeby się poznali. Haha, mądrze, Sky, mądrze, bardzo mądrze.
- Cześć, Sky! - usłyszałam za sobą dziewczęcy głos. Marissa.
Siedziałam na kanapie w recepcji, a obok mnie dosiadła się brunetka.
- Hejka, Marissa. - uśmiechnęłam się i ją przytuliłam. Nie przytulam nikogo na przywitanie - prędzej na pożegnanie, ale teraz tak wyszło. Strasznie źle się czułam. Chciało mi się płakać. Sama nie wiem dlaczego. Czy tylko ja tak mam? Że bez powodu chcę płakać? Jestem dziwna. I chyba nie pierwszy raz to mówię do siebie.
- Słuchaj, Sky, muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. - z jej twarzy zniknął uśmiech, a wymalowała się... powaga, czy coś w tym stylu. Nie wiem jak ludzie w książkach potrafią odczytać czyjś nastrój z oczu?! Tak, widziałam w jego oczach ból i miłość... czy tak się da? Nieważne...
- O co chodzi? Coś się stało?
- Chyba... spotkałam na stołówce... - spuściła wzrok na swoje dłonie i zaczęła bawić się palcami/ To chyba grubsza sprawa... - na jadalni... - znów spojrzała mi w oczy. - Chyba spotkałam tam... Charliego... - znów jej oczy powędrowały na dłonie.
- TEGO Charliego? Niemożliwe! Co ty mówisz?
- No.. tak... chyba. Umówiłam się z nim na wieczór...
- Posłuchaj mnie. - złapałam ją za nadgarstki. - To nie ma prawa bytu, żeby to był TEN Charlie. Zrozum, to nie jest możliwe. Po prostu... nie jest. I tyle. - podczas pierwszego dnia opowiedziała mi o tym CAŁYM CHARLUSIU, jego zdjęcia. Ale stare. Bardzo stare. Nie wierzę, że to może być ten gnojek! Nie wiem do końca jak to się skończyło, ale muszę to od Marissy wyciągnąć. Muszę. Jest dla mnie jak siostra i nie chcę, by cierpiała.
- Mari... powiesz mi... jak było naprawdę? Od początku?
- Do...
- Hej, Sky! - Lukas! dlaczego w takim momencie! Nie masz, ku*** wyczucia czasu?! Miałam się właśnie dowiedzieć B A R D Z O W A Ż N E J informacji od mojej PRZYJACIÓŁKI! A wiesz, że jak to PRZYJACIÓŁKA, to nigdy nie jest to jakieś gówno? Później cię opieprzę, ty debilu.
- Lukas, to Marissa, Marissa to Lukas. Lukas to mój internetowy przyjaciel. Przyjechał tu na kilka tygodni. Marissa to moja przyjaciółka, którą znam od zawsze, a ona zna mnie i możemy na sobie zawsze polegać. - co mnie ugryzło? Po co tyle powiedziałam? Potem go przeproszę. Ale nie. Najpierw opieprz.
Dziewczyna zlustrowała bruneta wrogim spojrzeniem i uśmiechnęła się sztucznie, ale ten uśmiech nie był długi, bo tylko kąciki ust powędrowały ku górze i zaraz potem w dół. Lukas przyglądał jej się, jej zachowaniu, które było mega chamskie. Och... już dwie osoby muszę opierdzielić w jednym dniu? Rekord świata!
*MARISSA*
Nie, no chyba sobie kpisz, chłopcze. Sky jest moją i tylko moją przyjaciółką, więc jeśli myślisz, że cię polubię, to się grubo mylisz. Wywalę cię z naszej idealnej przyjaźni, zrozumiano? Nienawidzę ludzi, którzy stają w drodze niewłaściwym osobom. Ja jestem jedną z nich. Przyjaźń jego i Sky nie potrwa długo. Nie będę jej niszczyć, bo to ja będę pocieszać moją przyjaciółkę po tym jak on wyjedzie. Niby mnie też nie będzie, ale za niedługo z rodzicami wprowadzamy się do Polski. To będzie miły tydzień. Niecały. Przedłużę sobie wakacje... albo... poproszę Sky, żebym mogła u niej zostać trochę dłużej.
Nie chcę być fałszywą suką, nigdy nią nie byłam i nie będę, ale... trochę mi przykro, że ona ma innych znajomych. Niby może, ale... przyjaciela ma się tylko jednego... prawda?
A co jak ona znalazła sobie tutaj już najlepszą przyjaciółkę? Co jak woli tego dziwaka ode mnie? Nie, nie, nie, nie, nie! To ja będę na jego miejscu już za kilka dni... hehe, ale... nie.
Czy ja tego chcę? Czy ja chcę... to wszystko zrujnować? To sprawa Sky... a on nawet nie jest Polakiem. Ehh... poczekamy - zobaczymy co przyniesie przyszłość... ale... z drugiej strony, to jest nienawiść od pierwszego wejrzenia. Czuję to, że gdy patrzy właśnie na mnie, mam ochotę walnąć mu w ten krzywy (no prawie) ryj. Och! I, że też musiał przyjść tu w tym momencie, gdy Sky miała mi pomóc z moim problemem, miałam jej to wszystko powiedzieć, ale nie!
Mówi się trudno i żyje się dalej.
Sama już nie wiem co czuję... a może... może się z nim zaprzyjaźnię? Może gdy go lepiej poznam, będę wiedziała jaki jest naprawdę? Ale nie chcę, żeby zabrał mi moją małą, słodką Sky...
Życie stawia przed nami trudne wybory. Mogę zniszczyć ich przyjaźń, niszcząc też naszą, ale mogę się w to nie wtrącać i spróbować go lepiej poznać...
W sumie, to każdy rozsądny człowiek wiedziałby co zrobić w tej sytuacji, a ja... nie jestem jak widać rozsądna.
Ale... mam inne problemy na głowie. Mówiąc problemy, mam na myśli spotkanie z... Charliem, który może okazać się być... nie tym człowiekiem, którego znałam. Ale trudno. Życie.
*LUKAS*
Dziwna ta dziewczyna. Ładna, ale... niezbyt miła. Spojrzała na mnie wrogo, jakbym jej zabił rodzinę. I jeszcze ten wymuszony uśmiech. To... chyba nie było normalne, co nie?
Nic jej nie zrobiłem, ale chyba ona uważa inaczej. Nie mam pojęcia o co tej lasce do cholery chodzi!
Chcę się z nią zaprzyjaźnić, ale nie wiem, czy mi się uda. Bo raczej to nie będzie łatwe. Pierwsze wrażenie zawsze najważniejsze, a ja... je już zepsułem. Znaczy nie ja. Ale... po prostu.
*LEONDRE*
Czuję się jakby każdy coś przede mną ukrywał. No dlaczego?
Bardzo dziwna była ta sytuacja z Marissą, bo... zaczęła gadać z Charliem nawet go nie znając. I dosiadła się do naszego stolika. No, czy to nie dziwne? Nie, Leo zwidy masz.
Wyszedłem z jadalni i ruszyłem w stronę recepcji. Na jednej z kanap siedziała... Marissa i... Sky? Ojej, Sky, dawno jej nie widziałem. Wiem, wiem. To przypadek, że ją uratowałem przed jakimś pedofilem, czy pijakiem, ale... chciałbym ją poznać. Sam nie wiem... do czego doprowadzi mnie pobyt w tym mieście?
_____________________________________________________
I tym oto akcentem kończymy dzisiejszy post!
Woah!!!!
Udało mi się go napisać już na dziś! Niesamowite!
Nie wiem kiedy będzie next, bo... tak.
Nie jest za długi. No.. taki... normalny.
#zwierzsierozdzial
hah, wszyscy jakie przemyślenia, ale tak wyszło xD
Jak ja się męczyłam z tym głupim głupstwem... Ooch...
To na tyle!!!
PAAAA!!!



Miejsce
OdpowiedzUsuńO ja Cię, tyle się dzieję, że ledwo ogarniam. Już mi się miesza, kto z kim kiedy jak xD Ale to dobrze! Mega dużo się dzieje i to mi się podoba ^.^ Rozdział świetny, zresztą jak zwykle ;) Tak mi się oczy zamykają, że wybacz ale kończę ten komentarz :)
UsuńDo następnego!